Subscribe:

niedziela, 21 lutego 2016

Rozdział 1 - Życie to jakaś kpina



Nieznane miejsce, zewsząd ozłocone, pełne padających na ściany oraz podłogę cieni. Jeśli dokładnie posłuchasz, możesz usłyszeć tykanie zegara, starego zegara z wahadłem, ale tak naprawdę równie ozłoconego co reszta pomieszczenia. Nikt właściwie nie wie co to za miejsce, bo nie istnieje ono na żadnej mapie na świecie. Może jest tylko częścią wyobraźni. Dostęp tu mają tylko wyznaczone osoby. Jednak czy można nazwać „osobą” kogoś takiego jak „ona”? W trakcie tykania wahadła, słychać było nagle jakieś stukanie obcasów oznaczające bieg pewnej panienki. Z góry spływały coraz to większe krople gęstej, czarnej mazi. Nie pierwszy raz biegła przez ten korytarz, zawsze z uśmiechem na twarzy w stronę otwartej bramy, powtarzając w kółko te same słowa:
- Już czas… już czas… już czas… już czas… już czas… już czas… - i kończyła słowami – dobranoc.
Tymczasem w innej części tego miejsca, stał chłopiec trzymając za rękę nieco wyższą od niego dziewczynę. Oboje wpatrywali się w ociekający, tą samą papką, sufit. Nagle chłopiec poczuł, że został pociągnięty nieco w dół przez dziewczynę. Zerknął ostrożnie w jej stronę i wtem ujrzał jak leży z przekrwionymi oczami z których spływała ta sama substancja, jak również ze wszystkich innych otworów na jej twarzy. Ten widok tak nim wstrząsnął, że zdołał się gwałtownie poruszyć i krzyknąć z całych sił, ale już nie tam gdzie się znajdowali, ale w prawdziwym świecie, w swoim łóżku, nocą. Hałas rozniósł się przez połowę budynku. Po kilku sekundach wbiegła ta sama dziewczyna, która wcześniej leżała martwa:
- Kaoru! Kaoru! Co się stało?! Usłyszeliśmy krzyk!
Za nimi w drzwiach stał nastoletni chłopak o krótkich ciemnych włosach i mała brązowowłosa dziewczynka trzymająca starego lekko poniszczonego misia. Chłopiec jeszcze przez długo czas trząsł się, wpatrując się w swoje dłonie:
- T-to było straszne. Staliśmy tam i patrzyliśmy jak z sufitu kapie jakaś czarna maź. Potem… potem…
- Już dobrze, braciszku. To był tylko zły sen. – objęła go i wtuliła w siebie czule.
- P-przepraszam! Usłyszałem jak lekarz rozmawiał z panią Toshikami o tym, że… że jesteś bardzo chora i zostało ci mało czasu! Przestraszyłem się i… i wtedy zobaczyłem cię, jak tam leżysz – zapłakany nie potrafił się dobrze wysłowić - Krew… wszędzie była czarna krew! – nagle zaczął wpadać w panikę tak bardzo, że siostra musiała go unieruchomić.
- Uspokój się Kaoru! Nic mi nie jest! To ci się tylko przyśniło!
- Na pewno? – chłopiec ciągle drżał w jej ramionach.
- Na pewno. Nigdy cię nie opuszczę. Zawsze będziemy razem. Pamiętaj, zawsze. – szepnęła z delikatnym uśmiechem. Chłopiec zaczął się uspokajać i skierował wzrok w stronę okna, gdzie dojrzał postać dziewczynki, która wcześniej biegła w jego śnie.
- NIE! NIEEEEE!!! Zabierzcie ją!!! Zabierzcie!!! Ja nie chcę...!!! – dostał napadu i po wyrwaniu się z objęć dziewczyny, zaczął się miotać po łóżku. Chłopak stojący wcześniej w drzwiach musiał pomóc jego siostrze go przytrzymać.

Od tego momentu, minęło 6 lat. Nastał kolejny poranek i to dosyć ciepły jak na maj. Po zachodniej strony ogromnego placu znajdował się uniwersytet Miyako, natomiast po jego wschodniej stronie, liceum Kirari. O tej porze spora część studentów i licealistów szła w stronę swoich szkół, w tym i on. Szesnastoletni już Kaoru starał się wmieszać w tłum idących w stronę budynku pozostałych licealistów, jednak były pewne akcenty w jego wyglądzie, które z łatwością odróżniały go od reszty, szczególnie w wypadku tych, którzy dobrze go znali i nie chodził tu akurat o jego kolegów, których zresztą prawie nie miał.
- Shiwara-kun! Dobrze, że cię widzę! Mogę cię prosić na chwilę? Pani psycholog chciałaby się z tobą zobaczyć, znowu. – krzyknęła w jego stronę jedna z nauczycielek chłopaka. On natomiast nie był zbytnio zadowolony z tej prośby i to było po nim wyraźnie widać, jeśli można było to tak nazwać. Wyraz jego twarzy wydawał się mocno zrezygnowany.
            W ten oto sposób chłopak znalazł się po paru minutach w gabinecie psychologa rozglądając się po miejscu i szukając czegoś interesującego do ujrzenia aby tylko nie słuchać tej samej śpiewki co zazwyczaj.
- Kaoru, wezwałam cię dlatego, że coraz bardziej martwię się o ciebie. To już ponad miesiąc odkąd jesteś w naszej szkole, ale musiałam cię wezwać na rozmowę już 27 raz. Ostatnio coraz częściej nauczyciele widzą twoje niepokojące zachowanie. – odparła zmartwiona Haruna Itaki składając ręce jak do modlitwy – To nie tak, że sprawiasz komukolwiek kłopoty, ale… wyraźnie widać, że nie zachowujesz się jak reszta uczniów. Nie masz ochoty zaprzyjaźnić się z nikim z klasy.
- Czyli nie wie jeszcze wszystkiego. To mi przypominało, że muszę oddać go tej jednej z 1C, bo to chyba jej było, z tego co kojarzę. – pomyślał chłopak nie racząc nawet spojrzeć na panią psycholog.
- Czy masz może jakieś problemy u nas w szkole? Ktoś ci dokucza? Szantażuje?
- Nie. – odparł krótko.
- Czy aby na pewno? Może problemy z nauką?
- Żadnych.
- W sierocińcu?
- Nie.
- Poza sier-….
- Nie mam. – przerwał jej – Mogę już iść na lekcje?
- Proszę. – mruknęła niepewnie wskazując mu wyjście. W ten oto sposób, chłopak wziął swoją teczkę i wyszedł z gabinetu bez pożegnania.

Do rozpoczęcia pierwszej lekcji zostało jeszcze parę minut. W tym czasie korytarze i sale lekcyjne były przepełniona uczniami i ich wrzawą:
- Hej, hej. Co myślicie o naszej klasie? Mamy parę miłych koleżanek, nie? – odezwała się jedna z uczennic do swojej przyjaciółki.
- Huh? Dlaczego dopiero teraz o to pytasz. Jakby nie patrzeć to już ponad miesiąc odkąd chodzimy do liceum.
- Wiem, ale też jakby nie patrzeć, nigdy nie rozmawiałyśmy na tego typu tematy. Dziś sobie to uświadomiłam.
- W sumie to  prawda. Ah, takie życie w liceum to ja rozumiem! Lepiej nie mogło nam się trafić, by nasza trójka trafiła do tej samej klasy. – krzyknęła podekscytowana.
- Ohoh. Rozumiem, że o mnie też mówicie. – do dziewczyn przysiadł się ich stary przyjaciel.
- Znowu o mało się nie spóźniłeś!
- Dobrze, dobrze. Nie zmieniaj tematu. To o czym była mowa? – spytał chłopak.
- No właśnie. O tym, że nasza klasa jest bardzo fajna. Hej, mamy też fajnych chłopaków. Może pogadamy o nich. – podsunęła im pomysł druga koleżanka.
- O litości. Beze mnie. – prychnął kolega i już miał wracać do swojej ławki.
- Właściwie to… - zaczęła jedna z nich.
- Co takiego? – spytała druga.
- Słyszałam, że mamy szczęście, że nie trafił nam się „on”.
- „On”?
- No ten co ma pieszczochę na ręce i łańcuszek na szyi. Z pieprzykiem pod okiem.
- Ach tak. Kojarzę go. Co z nim jest?
- Słyszałem o nim! – wtrącił się chłopak. – dajecie wiarę, że prawie każdego dnia lądował u szkolnego psychologa?

Tymczasem w innej części korytarza.
- Hej… To chyba twoje. – uczeń, o którym była mowa, stał przed jedną z koleżanek z klasy trzymając w ręce zegarek.
- Huh? Ale to mój… Szukałam go wszędzie. – mruknęła dziewczyna.
- Weź go lepiej, zanim znowu go stracisz.
Dziewczyna szybko wzięła swoją własność i podziękowała Kaoru należycie:
- Dziękuję bardzo! – ukłoniła się.
- Nie, nie ma sprawy. W sumie nie powinnaś mi dziękować. Pójdę już. – wsadził ręce do kieszeni i poszedł w stronę swojej sali. Po drodze napotkał dyżurną klasy, która wręczyła mu teczki z papierami.
- Ach, Shiwara, mógłbyś zanieść to do naszej klasy? Pani Hirako czegoś ode mnie chce a w środku znajdują się materiały do naszych pierwszych zajęć i nie zdążę ich dostarczyć na początek lekcji.
- Tak, jasne. – wziął od niej teczki.
- Dzięki. To na razie.

- Ona też pewnie jeszcze nie wie… - zaczęła jedna z uczennic, która rozpoczęła rozmowę o chłopaku.
- Ale słyszałem, że to tylko plotki.
- Być może, ale…
- Ale to prawda! – wtrąciła się do trójki uczniów kolejna dziewczyna – z tym, że on nie robi tego celowo, że zabiera te rzeczy…

W tym samym momencie Kaoru wyciągnął dyskretnie z kieszeni spódnicy dyżurnej chusteczkę gdy się z nią mijał, podtrzymując jedną ręką stos teczek.

- On po prostu jest… kleptomanem. – dokończyła uczennica, która dołączyła do rozmowy.
- Ja się natomiast zastanawiam, co on trzyma w woreczku, który jest przywiązany do jego spodni.
- Te skradzione rzeczy?
- Chyba nie. Zbyt mała żeby je tam pomieścił. – zaprzeczył chłopak.
- No cóż…

Nastała pierwsza lekcja jaką była geografia. Podczas gdy nauczyciel zaczął omawiać funkcje skali na mapie, Kaoru zaczął grzebać w kieszeniach sprawdzając czy czegoś tam nie zachomikował. W końcu znalazł niedawno ukradzioną chusteczką.
- Eh, znowu to samo. – westchnął w duchu. Przyjrzał się jej dokładnie i nagle przerwał nauczycielowi wykład z krzykiem. – Ohyda! Z gilami!
Zdezorientowani uczniowie zaczęli się na niego gapić, wraz z nauczycielem, natomiast wcześniej plotkująca trójka patrzyła na niego z politowaniem wiedząc już o co mogło chodzić. 

Po zakończeniu pierwszej lekcji, na przerwie, Kaoru nic nie robił, tylko wpatrywał się w okno obok swojej ławki opierając głowę na łokciu, tak jak zawsze. Podeszła do niego jedna z jego nielicznych znajomych, będąca  tą samą dziewczyną, która wtrąciła się w rozmowę trójki przyjaciół. Miała czarne włosy związane na dole kokardą i zebrane na prawym ramieniu.
- Shiwara, nie przejmuj się. - chłopak milczał wpatrując się cały czas w okno. – No więc… na pewno niedługo przestaną o tobie gadać.
- Nie obchodzi mnie to. – odparł krótko.
- Ale wiesz, że zawsze…
- To nieważne. Chyba pójdę się przewietrzyć. – przerwał jej od razu.

Zachodnia strona placu, na której znajdował się uniwersytet Miyako mieścił w sobie kilka czołowych kierunków w mieście Oga, w prefekturze Akita. Do kierunków owego uniwersytetu można zaliczyć informatykę, florystykę, architekturę oraz archeologię. Na trzecim roku ostatniego kierunku chodzi niejaka, popularna u większości studentów, Miekawa Ayano. Rudowłosa dziewczyna znajdowała się właśnie obok szklarni po stronie wydziału florystycznego, aby odłączyć się na chwilę od swojego kierunku, w miejsce gdzie nikt jej praktycznie nie znał. Miała bowiem ważny telefon.
- Tak, oczywiście. Będę dzisiaj. Zrobię tym razem herbatę ulung[1]. Znalazłam ją ostatnio w pobliskim sklepie i chciałam ją wypróbować. Na pewno będzie smakować do pańskich markiz[2]. – odpowiedziała do telefonu z lekkim uśmiechem – Nie. Możemy dzisiaj wpaść na chwilę. Jestem pewna, że wejście jest dobrze… - przerwała na moment, bo zdążyła zauważyć wpatrującą się w nią brązowowłosą dziewczynę z włosami upiętymi w górę, z których wystawały dwie pałeczki przypominające te do jedzenia – przepraszam, muszę kończyć. Będę o 5. – rozłączyła rozmowę z tym samym, co wcześniej, uśmiechem i podeszła do niej. – Ojej, prawie mnie wystraszyłaś. Mam nadzieję, że nie podsłuchałaś zbytnio mojej rozmowy. Wiesz jednak, że to niegrzeczne.
- Huh? Co? Ach, przepraszam. – mruknęła niepewnie.
- Ja cię chyba znam. Tydzień temu zdobyłaś drugie miejsce w konkursie na najlepszy projekt hali produkcyjnej. Moje gratulacje. Murachiwa Arte z pierwszego roku architektury, czy tak? Co robisz na nie swoim wydziale, jeśli można wiedzieć?
- T-tak! To ja! Dziękuję bardzo, ale to i tak nic w porównaniu z tym co ty osiągnęłaś tutaj. Naprawdę nie chciałam podsłuchiwać. Przechodziłam tylko tędy i zobaczyłam, że stoisz tutaj zupełnie sama. Chciałam wiedzieć czy wszystko w porządku. – zaśmiała się nerwowo i trochę głupawo.
Ayano uśmiechnęła się do niej życzliwie.
- To miłe, ale wszystko w porządku. – odparła grzebiąc w torebce z lekko przymkniętymi oczami. Wyciągnęła z niej notes, w którym coś zapisała i po chwili zerknęła w jej stronę – czy mogę cię prosić o twój numer telefonu?
- Ee?
- Myślę, że może mi się przydać kontakt do ciebie zważając na to co niedługo się stanie. Powiedzmy, że przydasz się do czegoś.
- Mam ci w czymś pomóc? W porządku. – wzięła od niej notes i zapisała w nim swój numer, chociaż nie wiedziała do końca, do czego była jej potrzebna akurat ona.
- Dziękuję. No więc do zobaczenia następnym razem. Z naszych planów wynika, że to będzie całkiem niedługo. – mruknęła tajemniczo i odeszła.
- Z naszych…? – powtórzyła za nią nie mając pojęcia o co jej chodził, ale uznała, że pewnie wkrótce się tego dowie. Dla niej to było jedynie pewnego rodzaju niedopowiedzenie a nie jakiś zwiastun niebezpieczeństwa. W końcu wiedziała o reputacji Ayano i że zaliczana była do osób o wysokiej klasie i statusie nie tylko studenckim, ale i społecznym. W każdym razie i ona odeszła od szklarni idąc w stronę swojego wydziału.




[1] Ulung - rodzaj półfermentowanej herbaty z Chin (prowincje Fujian i Guangdong) oraz północnej i północno-wschodniej części Tajwanu. Znane są też ulungi z Indii, Nepalu, Wietnamu i innych krajów. Nazywana jest herbatą niebieską, turkusową lub szmaragdową (https://pl.wikipedia.org/wiki/Ulung)
[2] Markiza – rodzaj okrągłego ciastka złożonego z dwóch herbatników lub ciastek kruchych złączonych ze sobą za pomocą słodkiej masy. W zależności od rodzaju markiz smak ciasta jak i kremu może być różny. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Markiza_(ciastko))