Nieznane
miejsce, zewsząd ozłocone, pełne padających na ściany oraz podłogę cieni. Jeśli
dokładnie posłuchasz, możesz usłyszeć tykanie zegara, starego zegara z
wahadłem, ale tak naprawdę równie ozłoconego co reszta pomieszczenia. Nikt
właściwie nie wie co to za miejsce, bo nie istnieje ono na żadnej mapie na
świecie. Może jest tylko częścią wyobraźni. Dostęp tu mają tylko wyznaczone
osoby. Jednak czy można nazwać „osobą” kogoś takiego jak „ona”? W trakcie
tykania wahadła, słychać było nagle jakieś stukanie obcasów oznaczające bieg
pewnej panienki. Z góry spływały coraz to większe krople gęstej, czarnej mazi.
Nie pierwszy raz biegła przez ten korytarz, zawsze z uśmiechem na twarzy w
stronę otwartej bramy, powtarzając w kółko te same słowa:
- Już czas… już czas… już
czas… już czas… już czas… już czas… - i kończyła słowami – dobranoc.
Tymczasem
w innej części tego miejsca, stał chłopiec trzymając za rękę nieco wyższą od
niego dziewczynę. Oboje wpatrywali się w ociekający, tą samą papką, sufit. Nagle
chłopiec poczuł, że został pociągnięty nieco w dół przez dziewczynę. Zerknął
ostrożnie w jej stronę i wtem ujrzał jak leży z przekrwionymi oczami z których
spływała ta sama substancja, jak również ze wszystkich innych otworów na jej
twarzy. Ten widok tak nim wstrząsnął, że zdołał się gwałtownie poruszyć i
krzyknąć z całych sił, ale już nie tam gdzie się znajdowali, ale w prawdziwym
świecie, w swoim łóżku, nocą. Hałas rozniósł się przez połowę budynku. Po kilku
sekundach wbiegła ta sama dziewczyna, która wcześniej leżała martwa:
- Kaoru! Kaoru! Co się
stało?! Usłyszeliśmy krzyk!
Za
nimi w drzwiach stał nastoletni chłopak o krótkich ciemnych włosach i mała
brązowowłosa dziewczynka trzymająca starego lekko poniszczonego misia. Chłopiec
jeszcze przez długo czas trząsł się, wpatrując się w swoje dłonie:
- T-to było straszne.
Staliśmy tam i patrzyliśmy jak z sufitu kapie jakaś czarna maź. Potem… potem…
- Już dobrze, braciszku.
To był tylko zły sen. – objęła go i wtuliła w siebie czule.
- P-przepraszam!
Usłyszałem jak lekarz rozmawiał z panią Toshikami o tym, że… że jesteś bardzo
chora i zostało ci mało czasu! Przestraszyłem się i… i wtedy zobaczyłem cię,
jak tam leżysz – zapłakany nie potrafił się dobrze wysłowić - Krew… wszędzie
była czarna krew! – nagle zaczął wpadać w panikę tak bardzo, że siostra musiała
go unieruchomić.
- Uspokój się Kaoru! Nic
mi nie jest! To ci się tylko przyśniło!
- Na pewno? – chłopiec
ciągle drżał w jej ramionach.
- Na pewno. Nigdy cię nie
opuszczę. Zawsze będziemy razem. Pamiętaj, zawsze. – szepnęła z delikatnym
uśmiechem. Chłopiec zaczął się uspokajać i skierował wzrok w stronę okna, gdzie
dojrzał postać dziewczynki, która wcześniej biegła w jego śnie.
- NIE! NIEEEEE!!!
Zabierzcie ją!!! Zabierzcie!!! Ja nie chcę...!!! – dostał napadu i po wyrwaniu
się z objęć dziewczyny, zaczął się miotać po łóżku. Chłopak stojący wcześniej w
drzwiach musiał pomóc jego siostrze go przytrzymać.
Od
tego momentu, minęło 6 lat. Nastał kolejny poranek i to dosyć ciepły jak na
maj. Po zachodniej strony ogromnego placu znajdował się uniwersytet Miyako,
natomiast po jego wschodniej stronie, liceum Kirari. O tej porze spora część
studentów i licealistów szła w stronę swoich szkół, w tym i on. Szesnastoletni
już Kaoru starał się wmieszać w tłum idących w stronę budynku pozostałych
licealistów, jednak były pewne akcenty w jego wyglądzie, które z łatwością
odróżniały go od reszty, szczególnie w wypadku tych, którzy dobrze go znali i
nie chodził tu akurat o jego kolegów, których zresztą prawie nie miał.
- Shiwara-kun! Dobrze, że
cię widzę! Mogę cię prosić na chwilę? Pani psycholog chciałaby się z tobą
zobaczyć, znowu. – krzyknęła w jego stronę jedna z nauczycielek chłopaka. On
natomiast nie był zbytnio zadowolony z tej prośby i to było po nim wyraźnie
widać, jeśli można było to tak nazwać. Wyraz jego twarzy wydawał się mocno
zrezygnowany.
W ten oto sposób chłopak znalazł się po paru minutach w
gabinecie psychologa rozglądając się po miejscu i szukając czegoś
interesującego do ujrzenia aby tylko nie słuchać tej samej śpiewki co zazwyczaj.
- Kaoru, wezwałam cię
dlatego, że coraz bardziej martwię się o ciebie. To już ponad miesiąc odkąd
jesteś w naszej szkole, ale musiałam cię wezwać na rozmowę już 27 raz. Ostatnio
coraz częściej nauczyciele widzą twoje niepokojące zachowanie. – odparła
zmartwiona Haruna Itaki składając ręce jak do modlitwy – To nie tak, że
sprawiasz komukolwiek kłopoty, ale… wyraźnie widać, że nie zachowujesz się jak
reszta uczniów. Nie masz ochoty zaprzyjaźnić się z nikim z klasy.
- Czyli nie wie jeszcze wszystkiego. To mi przypominało, że muszę oddać
go tej jednej z 1C, bo to chyba jej było, z tego co kojarzę. – pomyślał
chłopak nie racząc nawet spojrzeć na panią psycholog.
- Czy masz może jakieś
problemy u nas w szkole? Ktoś ci dokucza? Szantażuje?
- Nie. – odparł krótko.
- Czy aby na pewno? Może
problemy z nauką?
- Żadnych.
- W sierocińcu?
- Nie.
- Poza sier-….
- Nie mam. – przerwał jej
– Mogę już iść na lekcje?
- Proszę. – mruknęła
niepewnie wskazując mu wyjście. W ten oto sposób, chłopak wziął swoją teczkę i
wyszedł z gabinetu bez pożegnania.
Do
rozpoczęcia pierwszej lekcji zostało jeszcze parę minut. W tym czasie korytarze
i sale lekcyjne były przepełniona uczniami i ich wrzawą:
- Hej, hej. Co myślicie o
naszej klasie? Mamy parę miłych koleżanek, nie? – odezwała się jedna z uczennic
do swojej przyjaciółki.
- Huh? Dlaczego dopiero
teraz o to pytasz. Jakby nie patrzeć to już ponad miesiąc odkąd chodzimy do
liceum.
- Wiem, ale też jakby nie
patrzeć, nigdy nie rozmawiałyśmy na tego typu tematy. Dziś sobie to uświadomiłam.
- W sumie to prawda. Ah, takie życie w liceum to ja
rozumiem! Lepiej nie mogło nam się trafić, by nasza trójka trafiła do tej samej
klasy. – krzyknęła podekscytowana.
- Ohoh. Rozumiem, że o
mnie też mówicie. – do dziewczyn przysiadł się ich stary przyjaciel.
- Znowu o mało się nie
spóźniłeś!
- Dobrze, dobrze. Nie
zmieniaj tematu. To o czym była mowa? – spytał chłopak.
- No właśnie. O tym, że
nasza klasa jest bardzo fajna. Hej, mamy też fajnych chłopaków. Może pogadamy o
nich. – podsunęła im pomysł druga koleżanka.
- O litości. Beze mnie. –
prychnął kolega i już miał wracać do swojej ławki.
- Właściwie to… - zaczęła
jedna z nich.
- Co takiego? – spytała
druga.
- Słyszałam, że mamy
szczęście, że nie trafił nam się „on”.
- „On”?
- No ten co ma pieszczochę
na ręce i łańcuszek na szyi. Z pieprzykiem pod okiem.
- Ach tak. Kojarzę go. Co
z nim jest?
- Słyszałem o nim! –
wtrącił się chłopak. – dajecie wiarę, że prawie każdego dnia lądował u
szkolnego psychologa?
Tymczasem w innej części
korytarza.
- Hej… To chyba twoje. –
uczeń, o którym była mowa, stał przed jedną z koleżanek z klasy trzymając w
ręce zegarek.
- Huh? Ale to mój…
Szukałam go wszędzie. – mruknęła dziewczyna.
- Weź go lepiej, zanim
znowu go stracisz.
Dziewczyna szybko wzięła
swoją własność i podziękowała Kaoru należycie:
- Dziękuję bardzo! –
ukłoniła się.
- Nie, nie ma sprawy. W
sumie nie powinnaś mi dziękować. Pójdę już. – wsadził ręce do kieszeni i
poszedł w stronę swojej sali. Po drodze napotkał dyżurną klasy, która wręczyła
mu teczki z papierami.
- Ach, Shiwara, mógłbyś
zanieść to do naszej klasy? Pani Hirako czegoś ode mnie chce a w środku
znajdują się materiały do naszych pierwszych zajęć i nie zdążę ich dostarczyć
na początek lekcji.
- Tak, jasne. – wziął od
niej teczki.
- Dzięki. To na razie.
- Ona też pewnie jeszcze
nie wie… - zaczęła jedna z uczennic, która rozpoczęła rozmowę o chłopaku.
- Ale słyszałem, że to
tylko plotki.
- Być może, ale…
- Ale to prawda! –
wtrąciła się do trójki uczniów kolejna dziewczyna – z tym, że on nie robi tego
celowo, że zabiera te rzeczy…
W tym samym momencie
Kaoru wyciągnął dyskretnie z kieszeni spódnicy dyżurnej chusteczkę gdy się z
nią mijał, podtrzymując jedną ręką stos teczek.
- On po prostu jest…
kleptomanem. – dokończyła uczennica, która dołączyła do rozmowy.
- Ja się natomiast
zastanawiam, co on trzyma w woreczku, który jest przywiązany do jego spodni.
- Te skradzione rzeczy?
- Chyba nie. Zbyt mała
żeby je tam pomieścił. – zaprzeczył chłopak.
- No cóż…
Nastała
pierwsza lekcja jaką była geografia. Podczas gdy nauczyciel zaczął omawiać
funkcje skali na mapie, Kaoru zaczął grzebać w kieszeniach sprawdzając czy
czegoś tam nie zachomikował. W końcu znalazł niedawno ukradzioną chusteczką.
- Eh, znowu to samo. – westchnął w duchu. Przyjrzał się jej dokładnie
i nagle przerwał nauczycielowi wykład z krzykiem. – Ohyda! Z gilami!
Zdezorientowani uczniowie
zaczęli się na niego gapić, wraz z nauczycielem, natomiast wcześniej plotkująca
trójka patrzyła na niego z politowaniem wiedząc już o co mogło chodzić.
Po
zakończeniu pierwszej lekcji, na przerwie, Kaoru nic nie robił, tylko wpatrywał
się w okno obok swojej ławki opierając głowę na łokciu, tak jak zawsze.
Podeszła do niego jedna z jego nielicznych znajomych, będąca tą samą dziewczyną, która wtrąciła się w
rozmowę trójki przyjaciół. Miała czarne włosy związane na dole kokardą i
zebrane na prawym ramieniu.
- Shiwara, nie przejmuj
się. - chłopak milczał wpatrując się cały czas w okno. – No więc… na pewno
niedługo przestaną o tobie gadać.
- Nie obchodzi mnie to. –
odparł krótko.
- Ale wiesz, że zawsze…
- To nieważne. Chyba
pójdę się przewietrzyć. – przerwał jej od razu.
Zachodnia
strona placu, na której znajdował się uniwersytet Miyako mieścił w sobie kilka
czołowych kierunków w mieście Oga, w prefekturze Akita. Do kierunków owego
uniwersytetu można zaliczyć informatykę, florystykę, architekturę oraz
archeologię. Na trzecim roku ostatniego kierunku chodzi niejaka, popularna u
większości studentów, Miekawa Ayano. Rudowłosa dziewczyna znajdowała się
właśnie obok szklarni po stronie wydziału florystycznego, aby odłączyć się na
chwilę od swojego kierunku, w miejsce gdzie nikt jej praktycznie nie znał.
Miała bowiem ważny telefon.
- Tak, oczywiście. Będę
dzisiaj. Zrobię tym razem herbatę ulung[1].
Znalazłam ją ostatnio w pobliskim sklepie i chciałam ją wypróbować. Na pewno
będzie smakować do pańskich markiz[2].
– odpowiedziała do telefonu z lekkim uśmiechem – Nie. Możemy dzisiaj wpaść na
chwilę. Jestem pewna, że wejście jest dobrze… - przerwała na moment, bo zdążyła
zauważyć wpatrującą się w nią brązowowłosą dziewczynę z włosami upiętymi w
górę, z których wystawały dwie pałeczki przypominające te do jedzenia – przepraszam,
muszę kończyć. Będę o 5. – rozłączyła rozmowę z tym samym, co wcześniej,
uśmiechem i podeszła do niej. – Ojej, prawie mnie wystraszyłaś. Mam nadzieję,
że nie podsłuchałaś zbytnio mojej rozmowy. Wiesz jednak, że to niegrzeczne.
- Huh? Co? Ach, przepraszam.
– mruknęła niepewnie.
- Ja cię chyba znam.
Tydzień temu zdobyłaś drugie miejsce w konkursie na najlepszy projekt hali
produkcyjnej. Moje gratulacje. Murachiwa Arte z pierwszego roku architektury,
czy tak? Co robisz na nie swoim wydziale, jeśli można wiedzieć?
- T-tak! To ja! Dziękuję
bardzo, ale to i tak nic w porównaniu z tym co ty osiągnęłaś tutaj. Naprawdę
nie chciałam podsłuchiwać. Przechodziłam tylko tędy i zobaczyłam, że stoisz
tutaj zupełnie sama. Chciałam wiedzieć czy wszystko w porządku. – zaśmiała się
nerwowo i trochę głupawo.
Ayano uśmiechnęła się do
niej życzliwie.
- To miłe, ale wszystko w
porządku. – odparła grzebiąc w torebce z lekko przymkniętymi oczami. Wyciągnęła
z niej notes, w którym coś zapisała i po chwili zerknęła w jej stronę – czy
mogę cię prosić o twój numer telefonu?
- Ee?
- Myślę, że może mi się
przydać kontakt do ciebie zważając na to co niedługo się stanie. Powiedzmy, że
przydasz się do czegoś.
- Mam ci w czymś pomóc? W
porządku. – wzięła od niej notes i zapisała w nim swój numer, chociaż nie
wiedziała do końca, do czego była jej potrzebna akurat ona.
- Dziękuję. No więc do
zobaczenia następnym razem. Z naszych planów wynika, że to będzie całkiem
niedługo. – mruknęła tajemniczo i odeszła.
- Z naszych…? –
powtórzyła za nią nie mając pojęcia o co jej chodził, ale uznała, że pewnie
wkrótce się tego dowie. Dla niej to było jedynie pewnego rodzaju
niedopowiedzenie a nie jakiś zwiastun niebezpieczeństwa. W końcu wiedziała o
reputacji Ayano i że zaliczana była do osób o wysokiej klasie i statusie nie
tylko studenckim, ale i społecznym. W każdym razie i ona odeszła od szklarni
idąc w stronę swojego wydziału.
[1] Ulung - rodzaj
półfermentowanej herbaty z Chin (prowincje Fujian i Guangdong) oraz północnej i północno-wschodniej części Tajwanu. Znane są też ulungi z Indii, Nepalu, Wietnamu i innych krajów. Nazywana jest herbatą niebieską,
turkusową lub szmaragdową (https://pl.wikipedia.org/wiki/Ulung)
[2] Markiza – rodzaj
okrągłego ciastka złożonego z dwóch herbatników lub ciastek kruchych złączonych ze sobą za pomocą słodkiej
masy. W zależności od rodzaju markiz smak ciasta jak i kremu może być różny. (https://pl.wikipedia.org/wiki/Markiza_(ciastko))



