Subscribe:

wtorek, 1 marca 2016

Rozdział 2 - Polowanie na myszy




Nastał kolejny dzień, niby zwyczajny a jednak różnił się pewnymi detalami od innych, tak jak co dzień. W sumie można powiedzieć tak o każdym innym dniu. W każdym razie, w liceum Kirari uczniowie szykowali się do rozpoczęcia kolejnego dnia nauki. Godzina 7:15 była jeszcze zbyt wczesna, więc w samej szkole znajdowała się niewielka ilość osób. Głównie byli tam ze względu na spotkania organizacyjne samorządu uczniowskiego lub z powodu jakichś projektów do przygotowania na lekcje, lub z jeszcze innych… dość znaczących powodów.
- Hej stary, mamy szmat czasu. Idziemy zerknąć na uniwersytecką klinikę? – podbiegł do jednego z chłopaków jego kolega.
- Huh? Nie chce mi się. Niby po co mielibyśmy tam iść?
- Stary! Na jakim ty świecie żyjesz?! Nie słyszałeś? Od czterech tygodni przesiaduje tam taka ładna praktykantka. Mówię ci, ładna! Wczoraj razem z Kurihatą ją podglądaliśmy. Niestety spadł z rynny, której się trzymał. Miałem od niego więcej szczęścia. Biedaczek złamał nogę.
- Zaraz, nie mów mi, że… podglądaliście ją z przez okno! – jego kolega po tym wrednie się zaśmiał – przecież to chyba pierwsze piętro!
- No i co? Zawsze lepiej z pierwszego niż z drugiego. To jak, wchodzisz w to? Mi, jak widać, nic się nie stało.
- Niech będzie, wariacie. Zobaczmy co tam mamy! – uśmiechnął się zaciekawiony tym pomysłem.
Po tym obaj od razu pognali w stronę uniwerku, pod okno, za którym znajdowała się klinika dla studentów.
- Ja cię! W naszej szkole nie mają takiego fajnego budynku. Jedynie pokój pielęgniarki w jego środku.
- Nie gadaj tylko podsadź mnie, to szybciej wejdę po rynnie. – jeden z chłopaków z lekkim trudem podsadził drugiego, by pomóc mu się wspiąć, po czym poszedł w jego ślady i po chwili byli już obok wyznaczonego okna. Musieli się nieco wychylić w lewo, by zajrzeć przez nie, a przynajmniej chłopak na górze miał taką możliwość. Tymczasem do gabinetu weszła 22-latka o długich, prawie do pasa, niebieskich włosach i o równie niebieskich oczach. Z uśmiechem na ustach otworzyła stojącą przy drzwiach szafkę i zaczęła się przebierać.
- I co? Widzisz coś?
- Wow! Rozbiera się! Jest w samym staniku. Haha, to musi być miseczka D. – zafascynowany uczeń przyglądał się jej.
- Serio? Weź daj zobaczyć. – popchnął go w górę by móc się dostać do okna.
- Uważaj trochę, bo spadniemy!
Wtedy bez zapukania weszła Arte, kiedy ta skończyła się już przebierać w spódniczkę, czarny golf i swój kitel.
- Arte, cześć! Dawno cię nie widziałam! Jak się masz? – dziewczyna do niej radośnie podbiegła. Murachiwa natomiast ziewnęła cicho.
- Nie za dobrze. Za wcześnie przyszłam, ale nie o to chodzi. – usiadła na kozetce.
W tym czasie dwaj chłopcy dalej siłowali się z zerknięciem przez okno:
- Co tam widzisz? – spytał jeden z nich.
- Jakaś druga weszła.
- I jaka jest. Też niezła?
- Chyba ma miseczkę B. Z wyglądu też nic ciekawego.
- Lipa. Daj mi w końcu zobaczyć! – chłopak na dole zaczął szarpać tego na górze, żeby się na nim jakoś wspiąć.
- Mówiłem ci byś mnie zostawił! Uaaaa….! – szarpnięty puścił rynnę i w ten sposób obaj spadli na ziemię.

Wracając teraz do tego co było w gabinecie:
- Wiesz, muszę znaleźć parę osób do pracy w grupie nad zbliżającym się projektem, ale nikt nie czytał tej części materiału co ja, z podręcznika. Do bani. – mruknęła zrezygnowana Arte opierając się głową o łokcie.
- No cóż, to wygląda nieciekawie, ale jestem pewna, że znajdziesz szybko kogoś do pomocy. – pocieszyła ją koleżanka.
- Problem w tym, że termin składania prac mija pojutrze. Ech, powinnam była wcześniej się za to zabrać! – skrzywiła się.
- A może zapytasz Hanato o pomoc? Mówiłaś mi jakoś tydzień temu, że pisał streszczenie z całego tego waszego podręcznika, czy jakoś tak.
Na propozycję niebiesko-włosej, dziewczyna rozszerzyła oczy i lekko zadrżała. W pewnym momencie ręka jej nerwowo drgnęła:
- Nie… wolę go nie pytać.
- Dlaczego? – spytała zdziwiona.
- Po prostu nie mam ochoty pytać akurat jego! – krzyknęła tak gwałtownie, że jej koleżanka się odsunęła nie mając pojęcia co się jej stało. Arte spojrzała na nią zaskoczona.
- Evoile, przepraszam. Nie chciałam tak podnosić głosu. – mruknęła czując się winna.
- W porządku. Nic się nie stało. – mruknęła zatroskana Evoile.

Arte zaczęła wracać na swój wydział z głową lekko wywieszoną w dół. Zasmucona zaczęła wspominać wydarzenie sprzed tygodnia. Wtedy właśnie stała przed swoim kolegą z grupy, Gozenem Hanato, po pewnym wyznaniu. Stała oczekująco patrząc na niego z lekką obawą w swych błyszczących, brązowych oczach. Po chwili zastanowienia, chłopak odwrócił się bokiem, zamierzając pójść w innym kierunku i jedynie wyjaśnił jej wszystko na spokojnie:
- Przepraszam, ale niestety nie jestem tobą zainteresowany. Przykro mi, że muszę ci to powiedzieć. Po prostu nic z tego nie będzie. Trzymaj się. – po tym właśnie odszedł. Od tego dnia dziewczyna była na tyle załamana, że nie śmiała ani razu się do niego odezwać. To wspomnienie wymusiło na niej ciche westchnienie.

Kolejny dzień był, w pewien sposób, taki sam również dla Kaoru. Był taki sam, ponieważ znowu musiał przesiadywać na pogawędce u pani psycholog. Specjalnie wezwała go tak wcześnie by zdążyć z rozmową przed pierwszą lekcją. Oczywiście nie bardzo podobał mu się ten pomysł. Zamiast jej słuchać, ziewnął starając się tylko nie zasnąć tu przed nią.
- Rozumiesz Kaoru? – Panna Haruna zbiła go z transu.
- Co? A, tak. Rozumiem.
- Ostatnim razem nie wziąłeś zalecanej dawki. Wiadomość od twojego lekarza dotarła do nas, bo wszyscy uznaliśmy, że lepiej jeśli nie tylko twoi opiekunowie, ale też szkoła dowiedzą się o twoim leczeniu.
- Ostatnio śnią mi się koszmary i nie potrafię myśleć o niczym innym. – lekko skrzywiony zaczął dłubać w uchu nie zważając na obecność pani psycholog.


(Bo tak właśnie jest. W tym wypadku zawsze dopada cię to,
czego najbardziej się obawiasz.
Kłębi się to w coś czego najbardziej się boisz i staje się twoim
największym wyzwaniem, które przeraża cię,
choć nie zjawia się ono w prawdziwym świecie.)


- Rozumiem, że mogą ci się zdarzyć takie wypadki, ale staraj się pilnować.
W tym czasie chłopak zaczął wysypywać z woreczka garść tabletek i na jej oczach wsypywać je sobie do ust. Przerażona panna Haruna szybko złapała go za ręce. – Z-zaczekaj! Nie aż tyle! Dwie tabletki! Pamiętaj, że wystarczą dwie tabletki! – na szczęście w porę go powstrzymała przed połknięciem ich.
Po wizycie, wyszedł z jej gabinetu żeby udać się do sali lekcyjnej. W tym właśnie momencie do pani psycholog weszła jego wychowawczyni.
- Ciężki przypadek, prawda? – zaczęła rozmowę pani Hirako.
- Nie jest złym chłopakiem. Po prostu bywa czasem zagubiony i muszę tu przyznać… czasem niepokojący. – odparła panna Haruna – to nie jest do końca normalne. Jeszcze chwila a przedawkowałby swoje leki. Jest bardzo inteligentny, ale potrafi też działać lekkomyślnie względem siebie. Musimy uważać żeby nie zrobił sobie krzywdy. – przestała wyglądać zza framugi, gdy chłopak już skręcił w stronę schodów oddalając się już od jej punktu widzenia, po czym zamknęła drzwi.
               
Kaoru wszedł jak gdyby nigdy nic do sali lekcyjnej. Spojrzenia kilku innych uczniów były skierowane na niego, ale on je wyminął kompletnie się tym nie przejmując i z rękoma wsadzonymi do kieszeni spodni skierował się w stronę swojej ławki. Jego koleżanka Ruka, która rozmawiała wczoraj z trójką plotkujących uczniów, pomachała mu na przywitanie.
- Dzień dobry, Shiwara-kun! Znowu dziś byłeś u pani ps-…. – chłopak przerwał jej łapiąc ją gwałtownie za głowę i potrząsając nią z niebezpiecznym uśmieszkiem.
- Nie powinnaś obgadywać mnie przy innych. Co to miało być z tą dzisiejszą wizytą. Myślisz, że nie wiem, że to przez ciebie dotarła do psycholoszki ta wiadomość o kradzieży rzeczy?! – dalej potrząsał jej głową podczas gdy ona uśmiechała się szeroko bedąc nieco zmieszana.
- No dooobrzeee, przeeepraaaszaaam, przeeepraaaszaaam. – miała drżący głos podczas tej całej zabawy, aż w końcu chłopak ją puścił. Dziewczynie kręciło się w głowie. – Nie chciałam by tak źle się to skończyło.
- Kłamczucha. – mruknął chłopak odsuwając się od niej z zamiarem oparcia się o ławkę, przez co zaczepił się woreczkiem wiszącym na szlufce od spodni i rozerwał go. Wysypały się z niego różnego rodzaju leki. Wszyscy uczniowie, znajdujący się w sali, patrzyli na nie z wielkimi oczami. Nagle jedna z dziewczyn wskazała na chłopaka palcem:
- Widzicie?! Miałam rację! On przynosi do szkoły narkotyki!
- Wcale nie narkotyki, ty głupia gadatliwa kwoko! – oburzony uderzył dłonią o ławkę ze wściekłym spojrzeniem wymierzonym prosto na nią.

                Po porannych zajęciach nadszedł czas na długą przerwę. Kaoru postanowił się przewietrzyć. Kopał sobie w tym czasie jakąś starą puszkę po sodzie, którą znalazł przed szkołą. Dotarł z nią aż pod bramę dzielącą liceum a sąsiedni uniwersytet. Cały czas miał głowę zwieszoną w dół, więc nawet nie patrzył na to co znajdowało się przed nim. Zatrzymał się dopiero, gdy puszka uderzyła o drucianą bramę. W tym właśnie momencie, po drugiej stronie zaczepiła go Arte:
- Hej ty! Możesz zabrać tego śmiecia z naszego terenu?! Może u was w szkole są flejtuchy, ale to nie znaczy, że m-macie przenosić ich dzieła na naszą stronę…! – pod koniec zdanie trochę się zająkała, bo nie mogła wymyślić żadnego dobrego do powalenia chłopaka tekstu. Mimo różnicy wieku, nadal wydawała się mało pewna siebie.
- Phuh, wielce studentka, co? Nawet jeśli za tą bramą jest ciągle nasz teren, to dalej chcecie sobie przywłaszczyć większą część placu? Typowa megalomania studencka. – skwitował ją po cichu.
- O-o co ci chodzi? Po prostu… tego… ostatnio nasi sprzątali śmieci na tej granicy i nie chcemy by znowu… - głos jej się zaczął załamywać. Tymczasem chłopak spokojnie jej przerwał nie musząc się przy tym wysilać.
- Dobra, daruj sobie. Nie wiem po co ja mam się tym zajmować, skoro to nie moje śmieci. – podniósł puszkę z zamiarem wyrzucenia jej później do najbliższego kosza. Dziewczyna wpatrywała się w niego bez słowa, ponieważ nie wiedziała co mu teraz powiedzieć. Oczywiście to nie był pierwszy raz kiedy nie potrafiła zaciągnąć rozmowy albo się komuś postawić należycie. Kaoru nagle zerknął w jej stronę, przez co Arte odrobinkę się wzdrygnęła – Więc? Chciałaś coś jeszcze, że tu tak stoisz? Mówiłem już, że wyrzucę to.
- Nie, ale… - mruknęła cicho. Zaczęła się mu przyglądać. Chłopak miał na sobie standardowy mundurek liceum Kirari, więc od początku wiedziała, że jest uczniem tej szkoły. Pod rozpiętą koszulką w czerwoną kratkę, miał czarny podkoszulek a na szyi skromny ciemny łańcuszek. Na lewej ręce miał czarny zegarek, natomiast na prawej pieszczochę z kolcami. Wyglądał trochę jak typowy drobny chuligan, ale wnioskując z zachowania wydawał się być całkiem spokojny i cichy. Później jednak zwróciła uwagę na rozerwany woreczek na szlufce od jego spodni. Wskazała na niego palcem:
- Rozerwało ci się c-…
- Wiem. – przerwał jej szybko i odwrócił się odwiązując rozerwany woreczek.
- Co w nim miałeś? – spytała się go niepewnie.
- Aha? Co cię to interesuje? – odwrócił się z powrotem do niej wymierzając w nią nieprzyjemne spojrzeniem.
- Nie no, po prostu byłam ciekawa. Nie każdy ma na sobie takie akcesoria. Wiem, że to nie moja sprawa, ale to chyba normalna reakcja kogoś kto widzi coś tak niecodziennego. Haha… - uniosła lekko ręce z niezręcznym uśmieszkiem. Zaczęła się zastanawiać w tym czasie czy po raz pierwszy w końcu powiedziała coś by się stosownie obronić, czy powiedziała coś, co spowodowało, że się tylko wygłupiła.
- Moje leki. – mruknął cicho chłopak odwracając się znowu i przymykając na chwilę oczy.
- Jesteś chory? Co ci jest? Może powinieneś zostać w domu a nie chodzić do szkoły, skoro przyjmujesz lekarstwa.
- To psychotropy. – odparł krótko ze zwieszoną głową i poszedł już bez pożegnania nie zerkając nawet na nią. Chciał już jak najszybciej od niej uciec i nie drążyć tego tematu. Dziewczyna spojrzała na niego lekko zaskoczona.

                Uniwersytet posiadał również swój akademik dla studentów, podzielony na cztery korytarze względem występujących na nim wydziałach. Jeden z pokojów zajmował wysoki chłopak o rudawo-brązowych włosach i brązowych oczach przeglądający właśnie materiały do zajęć na swoim fotelu. Niedaleko niego, przy małej kuchence, w tym samym pokoju, stał drugi chłopak o długich, niebieskich, związanych w kucyk włosach i brązowych oczach. Byli oczywiście dobrymi kolegami, mimo, że nie uczyli się na tym samym kierunku, jednak znali się praktycznie od liceum.
- Hej, jak długi zamierzasz tu zostać. Znaczy… nie to żebyś mi przeszkadzał czy coś, ale gdybyś chciał tu zamieszkać to trzeba było iść ze mną na architekturę. Bylibyśmy wtedy współlokatorami. – mruknął szatyn nie odrywając wzroku od notatek. Tymczasem jego kolega zajadał się znalezionymi jego w szafce snackami z sosem sojowym.
- Daj spokój. U mnie prawie nie ma niczego w lodówce a stołówki jeszcze nie otworzyli. Padam z głodu. Ty zawsze masz najlepsze żarełko. -  zaśmiał się pewny siebie.
- Odpłacisz mi za te wszystkie wyjedzone przekąski, Tsuisuto. – uśmiechnął się lekko w jego kierunku.
- Daj spokój. Nie bądź skąpiradłem. Masz tego dużo, że mógłbyś przymknąć oko na jedną taką paczkę. – nie przestawał się zajadać chrupkami – Tak zmieniając temat, to co tam przeglądasz?
- Przyszły projekt do zrobienia. Robiłem z tego notatki na zajęcia, ale mogę wziąć temat z każdego rozdziału w podręczniku. Pisałem streszczenie z całości. – odparł spokojnie.
- O rany! Streściłeś podręcznik?! Co musiałeś zrobić, że dali ci taką karę? – zaśmiał się głośno jego kolega.
- Sam się do tego zgłosiłem. Zainteresowała mnie książka, więc postanowiłem ją streścić na podwyższenie oceny z przedmiotu.
- Phih! Po prostu kujon jest z ciebie. – prychnął niebiesko-włosy.
- Może czasami. – mruknął spokojnie chłopak przymykając oczy, żeby mogły one odpocząć od przeglądania notatek.
- Ty, a przypadkiem nie robi się u was te projekty w grupach? – zerknął w jego stronę.
- Ach, no tak. Zapomniałem o tym. Ech, pewnie wszyscy już mają pary do tego. – zrezygnowany oparł się o fotel.
- Może jednak ktoś jest wolny. Zapytaj kogoś kogo znasz, np. Murachiwę.
- W sumie mógłbym. – wyjął z kieszeni telefon i odnalazł numer do Arte, po czym wykręcił go i przyłożył słuchawkę do ucha.
W międzyczasie telefon dziewczyny zaczął dzwonić. Spojrzała na nazwę osoby, która do niej dzwoniła. Po chwili namysłu nacisnęła na czerwoną słuchawkę i schowała telefon. Nie miała ochoty z nim rozmawiać po koszu jaki od niego otrzymała. Po postu czuła, że mogłaby się podczas rozmowy rozpłakać i pogorszyłaby się sytuacja.
Chłopak usłyszał sygnał rozłączenia i spojrzał na ekran ze zdziwieniem na twarzy.
- No to chyba nie… - mruknął Tsuisuto.

Arte spacerowała po kampusie z głową zwieszoną w dół. W jej głowie tliły się przeróżne negatywne  myśli. Sama się wręcz gotowała w środku ze zdenerwowania:
- Nie potrzebuję go. Mogę nawet sama się zająć tym projektem, żeby tylko go nie widzieć. Już i tak musimy się spotykać na wspólnych zajęciach, więc chociaż tyle mogę zrobić by go unikać. Nie chcę wracać wspomnieniami do tamtego dnia. W ogóle to po co robiłam sobie nadzieję? Do atrakcyjnych z pewnością nie należę. Charakter też mam zrąbany! Jestem tak samo bezbronna jak mysz, na którą wszyscy dookoła polują!– odparła w myślach. Zatrzymała się nagle, gdyż ujrzała z oddali Miekawę grającą teraz w tenisa z inną dziewczyną. Musiała mieć teraz zajęcia z wychowania fizycznego. Westchnęła cicho przyglądając się jak wymachiwała z gracją rakietą tenisową uderzając piłkę i zdobywając kolejny punkt. Jej rude falowane włosy, związane teraz wysoko w kucyk wirowały na wietrze, przy gwałtownych ruchach. Oczywiście miała przewagę, ale widać, że swoją sympatią nie zrażała do siebie przeciwniczki i utrzymywała z nią dobre stosunki.
- Miekawa jest piękna i popularna. Pochodzi z dobrego i bogatego domu posiadającego dobre maniery a także kulturę osobistą. Jest również inteligentna, sympatyczna oraz dojrzała. Czego więcej jej potrzeba? – pomyślała nie przestając jej obserwować – Zastanawia mnie tylko jedno. Czego może chcieć ode mnie ktoś taki jak ona? Nie sądzę bym mogła znaleźć z nią wspólny język, chociaż bardzo bym tego chciała. Może wtedy błyszczałabym bardziej w jej towarzystwie. – spojrzała na swój telefon przypominając sobie o Hanato, który niedawno do niej dzwonił.
Przez chwilę stała tak zastanawiając czy ma tak dalej sterczeć:
- Hm… pora wracać do akademika. – mruknęła cicho do siebie i odwróciła się z zamiarem pójścia w swoją stronę, kiedy nagle zauważyła ją Ayano kończąca już mecz gry w tenisa. Otarła spocone czoło i od razu zaczepiła dziewczynę:
- Murachiwa, witaj! – podeszła do niej szybko zawieszając na szyi ręcznik i trzymając w ręce bidon z wodą. – Jak się masz? Przyszłaś obejrzeć nasz mały mecz? – uśmiechnęła się do niej życzliwie.
- Nie… to znaczy… em, tak. Można powiedzieć, że chciałam się trochę przewietrzyć i przypadkowo tu trafiłam. Wspaniale zagrałaś, hehe. – odparła niepewnie.
- Dziękuję, to miłe. A więc może masz czas się spotkać? Mówię teraz o naszej wcześniejszej rozmowie. Chciałabym ci coś pokazać. Myślę, że pasowałabyś do tego miejsca.
- E… Miejsca? Chcesz mnie zabrać w jakieś miejsce? – spytała lekko zdziwiona.
- Właściwie to tak. Chociaż można powiedzieć, że tego miejsca nie ma na żadnej mapie. – zerknęła na bok z tajemniczym uśmieszkiem – Możesz się tam naprawdę wyciszyć i zapomnieć o codziennych kłopotach. Wybacz, że to mówię, ale zwróciłaś moją uwagę, ponieważ wydawałaś się być zestresowana i zafrasowana problemami.
- Cóż, może trochę. To aż tak widać?
- Niestety dosyć mocno. – znowu się do niej uśmiechnęła w ten sam sposób co wcześniej – Właściwie to nie ma na co czekać. Jeśli masz czas to spotkajmy się przed głównym wejściem do wydziału archeologii, za godzinę. W porządku?
Propozycja miejsca, gdzie mogłaby się uspokoić i zapomnieć o stresie, wydawała się być kusząca. Nawet ktoś tak strachliwy jak Arte nie oparłby się tej propozycji. Przynajmniej ona się temu poddała.
- Zgoda. – odparła z powagą na twarzy. Pomyślała sobie, że tym razem nie będzie uciekać i stawi czoła czemuś nowemu.
                Minęła więc dokładnie godzina od ich rozmowy. Arte czekała na Ayano dosłownie parę sekund, odkąd się zjawiła przed wejściem na wydział. Dziewczyna ujrzała w niej kolejną zaletę, jaką jest punktualność. Poszła od razu za nią w stronę, w którą kierowała ją rudowłosa. W końcu zatrzymały się obie przed  wysokim murem obrośniętym bluszczem i hortensjami, gdzie znajdowały się też antyczne drzwi. Wyglądało to jak wejście do jakiejś krainy czarów. Jak się potem okazało, nie pomyliła się w tym porównaniem.
- Jesteś gotowa? Mam nadzieję, że na razie to zostanie między nami.
Arte jedynie skinęła głową dalej utrzymując poważny wyraz twarzy. Miekawa dotknęła drzwi i popchnęła je z łatwością, mimo, że jeszcze przed chwilą wyglądały na zabarykadowane tą całą zieleniną. Szatynka rozszerzyła oczy i rozwarła lekko usta nie mogąc uwierzyć w to co widzi. Wszędzie było zielono i piękne. Po lewej stronie krajobrazu leciał mały wodospad do górskiego potoku. Z drugiej strony wyrastały wielkie muchomory, ale wyglądały pięknie na tym tle, jak jakaś dekoracja. Gdzieniegdzie rosły przeróżne gatunki kwiatów tworząc na soczyście zielonej trawce, piękną tęczę. Brakowało jeszcze odrobiny fauny. Taki widok można było ujrzeć tylko w jakiejś dobrej produkcji filmu „Alicja w Krainie Czarów”.
- Ale… co to jest?! – nie mogła uwierzyć własnym oczom.
- To… jest baza. – odpowiedziała spokojnie Ayano – A ona ma nam służyć jak miejsce, w którym spotkamy się kiedyś, kiedy zbiorą się wszyscy wybrańcy i zasną w tym samym momencie.
- Zasną? Jak to? Dlaczego dopiero gdy zasną? Nie można tu po prostu wejść? – właściwie nie bardzo rozumiała o co jej chodziło, ani do końca tego jakie pytania musiała jej zadać by to wszystko pojąć.
- Ufasz mi? Sama niedługo się przekonasz. Niedługo zobaczymy kto jeszcze się tam znajdzie. To będzie ciekawe doświadczenie.

Arte wpatrywała się dalej w pejzaż jaki się znajdował za drzwiami, z lekko rozwartymi ustami. Musiał być jakiś powód dlaczego akurat jej to pokazała. Coś musiało być na rzeczy.